Arszenik w życiu codziennym cz.1 – zasypki, lekarstwa, świece

W połowie dziewiętnastego wieku londyńscy lekarze określali morderstwa za pomocą arszeniku jako narodową hańbę, największą plamę na cywilizacji epoki wiktoriańskiej. Katherine D. Watson1przeanalizowała bazę danych 535 spraw sądowych o otrucie w Anglii i Walii z lat 1750-1914. Nie jest to pełna lista wszystkich przestępstw związanych z otruciami, ale reprezentacyjna próbka, gdzie koronerzy, sędziowie i policja sklasyfikowali je jako umyślne przestępstwa (nie uwzględniając samobójstw i przypadkowych zgonów). Na pierwszym miejscu znajdował się arszenik (w postaci tlenku i siarczków), którego użyto w 237 przypadkach. Opium i laudanum, które stały na drugim miejscu w raporcie, były zastosowane tylko w 52 sprawach.

Dlaczego akurat w dziewiętnastym wieku truto za pomocą arszeniku częściej niż w przeszłości? Odpowiedź jest prosta – nie trzeba było mieć chemicznego czy farmaceutycznego wykształcenia, by sprzedawać leki i trucizny. Wszystko było dostępne w sklepach spożywczych, u sprzedawców świec, farb, oleju, dosłownie wszędzie, a trutka na szczury na bazie arszeniku była bardzo tania i można było na niej nieźle zarobić.

Czym właściwie jest cały ten arszenik?

Arsen (As) jest pierwiastkiem chemicznym i może występować w dwóch postaciach: szarego, kruchego metalu oraz żółtego proszku. Pierwiastek ten występuje w skorupie ziemskiej, źródłach i wodzie morskiej, emisjach wulkanicznych, a także w meteorytach. W Układzie Słonecznym został wykryty w atmosferach Jowisza i Saturna oraz w śladowych ilościach w skałach księżycowych.

Od lewej: arsen, arsenopiryt, realgar oraz aurypigment

Szczególnie powszechny jest w rudach metali, gdzie tworzy arsenopiryt (siarczek żelazowo-arsenowy FeAsS, w Polsce występuje m.in. w Złotym Stoku na Dolnym Śląsku), realgar (tetrasiarczek tetraarsenu As4S4, w Polsce występuje w okolicach Leska i Bytomia) oraz aurypigment (trisiarczek diarsenu As2S3, w Polsce został znaleziony koło Baligrodu w Bieszczadach).

Nazwa pierwiastku prawdopodobnie pochodzi od perskiego słowa az-zarnikh, które odnosiło się do żółtego lub złotego aurypigmentu. W starożytnej Syrii arsen znany był pod nazwą zernika, w Grecji arrenikos lub arsenikos określano żółte aurypigmenty, a ostatecznie nazwa przybrała formę arsenikon, po łacinie zaś arsen to arsenicum.

Starożytne cywilizacje chińskie i indyjskie używały go do zabijania gryzoni i much. Grecki pisarz Pedanios Dioskurydes w traktacie De Materia Medica zalecał arsenikon na brodawki i inne zmiany skórne, choć przestrzegał, że użycie może powodować wypadanie włosów.

Arsen metaliczny po podgrzaniu do 616 stopni Celsjusza nie topi się, lecz zamienia się w parę, a w czasie reakcji z tlenem tworzy biały tritlenek diarsenu (As2O3), zwany białym arszenikiem lub po prostu arszenikiem. Arszenik jest toksyczny dla wszystkich zwierząt posiadających centralny system nerwowy.

Znikoma, bo znikoma, ale przemysłowa produkcja białego arszeniku rozpoczęła się w piętnastym wieku. Był on produktem ubocznym przy wytopie żelaza w Austrii. Dopiero dwieście lat później nastąpiło jej znacznie zwiększenie wraz ze zwiększeniem przemysłu oczyszczania metali.  Kopalnie zachodniej Anglii bogate w miedź, cynę i ołów istniały już od epoki brązu. Arsen zanieczyszczał miedź i cynę, dlatego musiał być usuwany przez prażenie rud. W wyniku tego procesu w przewodach kominowych gromadził się tritlenek diarsenu, czyli arszenik. Od czasu do czasu w procesie czyszczenia kominów arszenik był wyrzucany na stosy odpadów kopalnianych. Jak już wspomniałam na początku rozdziału, arszenik był tani, gdyż był odpadem generowanym w dużej ilości, z którym nie było co robić. Kupowano go zatem i dalej odsprzedawano jako trutkę na szczury.

Biały arszenik nie ma smaku, jest bezbarwny i bezwonny, łatwo rozpuszcza cię w cieczach, dlatego szybko stał się prostą trucizną. Można go wprowadzić do organizmu nie tylko przez przewód pokarmowy, ale również drogami oddechowymi, poprzez skórę lub błony śluzowe.

Poza tym bardzo długo nie istniał żaden miarodajny test do wykrywania go w tkankach ciała.

Doktor Walter Fergus na łamach czasopisma „The Lancet” pisał, że zatrucie arszenikiem to „najbardziej godny pożałowania stan zdrowia2”. Wybitny toksykolog Mathieu Joseph Bonaventure Orfila tak opisuje objawy zatrucia: „Cuchnące usta, nadmierne wydzielanie śliny, ciągłe plucie, zwężenie gardła i przełyku, czkawka, nudności, wymioty materii czasem brązowej, a czasem krwawej; (…) Stolec czarniawy i o okropnym fetorze; niski puls, częsty, skoncentrowany i nieregularny; czasami powolny i nierówny; kołatanie serca, omdlenia, nieugaszone pragnienie. Uczucie kłującego ciepła na całym ciele, uczucie ognia; czasami lodowaty chłód; trudności w oddychaniu; zimne poty, skąpy i krwawy mocz, zmiana cech oblicza; sine kręgi wokół oczu; obrzęk i swędzenie całego ciała, które jest pokryte sinymi plamami(…)3”.

Jeśli chodzi o pierwszy objaw zatrucia: uczucie ucisku i trudności w połykaniu, następuje w ciągu około 15–30 minut. Spowodowane jest to zapaleniem naczyń włosowatych. Następnie pojawiają się wymioty, a po około 12 godzinach zaczyna się biegunka, która staje się wodnista i trwa aż do momentu stanu zwanego tenesmus, uczucia chęci wypróżniania jelit, nawet jeśli nie ma już czego wypróżnić. Po przyjęciu trucizny, trafia do żołądka, przenika do krwiobiegu, a stamtąd do pozostałych organów, kości, włosów i paznokci. W 1880 roku obliczono, że średni czas od spożycia trucizny do chwili śmierci to 11 godzin i 5 minut, choć większość ekspertów medycznych podawała dobę.

W czasopismach medycznych znajdziemy wiele relacji lekarzy, którzy opisali stan pacjentów zatrutych arszenikiem. Wybrałam krótkie fragmenty, aby dać jak najwierniejszy opis stanu cierpiących:

„Po zbadaniu zawartości utensyliów, do których wymiotował, zauważono płyn o żółtawym i zielonkawym kolorze, a w dwóch z nich materię litą. Puls zanikał, jego głos był osłabiony i drżący, i z wielkim bólem wskazał na brzuch. Podczas badania odkryłem bardzo niezwykłą nieregularność powierzchni, spowodowaną spazmatycznymi skurczami mięśni brzucha, a nawet wnętrzności; ta nierówność rozciągała się od nadbrzusza po podbrzusze i pod obydwa żebra. (…) Skarżył się na skrajną słabość i straszne mdłości. Pan R. T. został gwałtownie przeczyszczony; a po zbadaniu wydzielin jelitowych, osobliwość ich wyglądu wywołała wielkie zaskoczenie; wszystkie miały jasny, jednorodny zielony kolor, podobnie jak farba4”.

„Była prawie martwa. Kończyny zimne, puls na nadgarstku lewo wyczuwalny, oczy szkliste, a naczynia rogówki nabrzmiałe od krwi. Skarżyła się na intensywny ból głowy, potęgowany przez światło i hałas. Nie była w stanie podnieść się bez pomocy. Język suchy i chorobliwie czerwony, z brodawkami znacznie uniesionymi na jego czubku. Usta suche oraz pokryte opryszczką, błona śluzowa jamy ustnej nieznacznie starta. (…) Podano następnie siarczan cynku, który wywołał mdłości po upływie kilku minut, przy czym zwymiotowana materia była ciemna i lepka, zmieszana ze skrzepami krwi, a po każdym wysiłku przy kolejnych wymiotach pojawiało się około łyżki jasnej, niestrawionej, płynnej krwi5”.

„Nastąpiły silne bóle nóg i ramion, które opisał jako najbardziej rozdzierające. Porównał je do gryzienia szczurów lub wwiercania w kości świdra ręcznego. Pojawił się obrzęk nóg i stóp, ale [pacjent] nie odczuwał nienaturalnego ciepła. Po kilku dniach bólu zaobserwowano częściowy paraliż kończyn6”.

Arszenik nie zawsze zabija nagle po ostrym zatruciu. „Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że arsen, działając ciągle, sprawia otrucie chroniczne, objawiające się nader różnego stopnia szarłactwem i dysaemią.7” W przypadku przewlekłego zatrucia trucizna powoduje mdłości i wymioty, ale również bóle i zawroty głowy, skurcze mięśni i paraliże. Objawy mogą postępować w ciągu kilku tygodni, a śmierć w wypadku przewlekłego zatrucia spowodowana jest niewydolnością wielonarządową po uszkodzeniu wątroby, nerek i układu krążenia. Opisy takich przypadków znajdą się w dalszych rozdziałach książki.

Farmaceuci używali miary w granach8, obliczono, że dawka śmiertelna arszeniku to około półtora grana, czyli 100 mg.

Jak leczyć?

W podręczniku z 1894 roku, „Pierwsza pomoc przy ostrych zatruciach9” możecie przeczytać instrukcję, w jaki sposób powinno się postępować z pacjentem, który spożył arszenik:

„Nie trzeba czasu tracić i zarządzić pierwszą pomoc, która polega na wydaleniu trucizny z ciała, podaniu odtrutki i usuwania objawów otrucia zagrażających życiu człowieka. Truciznę wydalamy z żołądka przez wzbudzenie wymiotów i w tym celu drażnimy gardło palcem, piórkiem; dajemy do picia wodę ciepłą w wielkiej ilości i to samą albo z dodatkiem soli kuchennej lub mąki gorczycznej. Lekarze podają środki wymiotne jak proszek lub napar z korzenia Ipekakuany, emeryk, siarkan miedzi, apomorfinę albo też za pomocą pompy żołądkowej, którą można zastąpić zwykłą rurką gumową na metr długą, a do 1 1/2 cm w średnicy mającą. Jeden koniec rurki pomazanej oliwą wprowadza się przez usta do żołądka zmuszając chorego, o ile jest przytomnym, niejako do połknięcia tejże rurki; następnie drugi koniec rurki z ust wysterczający podnosimy po nad głowę chorego, zasadzamy lejek i wlewamy przez ten znaczniejszą ilość wody. Po nagłem obniżeniu lejku wszystka woda wprowadzona do żołądka wraz z treścią a więc i trucizną wypłynie. Wypompowanie żołądka w sposób opisany należy kilkakrotnie powtórzyć.”

Ciekawe antidotum odnalazłam w Skorowidzu środków zaradczych w wypadku otrucia10: eter podany podskórnie i napoje wyskokowe. Nie podano wszakże, ile trzeba ich wypić w celu oczyszczenia organizmu. Inne środki, jakie przepisywano to mleko, ocet, olej rycynowy, upuszczanie krwi, przykładanie pijawek do podbrzusza. Jednakże amerykański lekarz Nathaniel Potter pisał: „Żadne remedium nie może złagodzić tego melancholijnego preludium śmierci, chyba że z prędkością światła rozcieńczy truciznę lub usunie ją z żołądka11”.

Jak w inny sposób poradzić sobie z arszenikiem zademonstrował chemik Michel Bertrand w czasie posiedzenia Francuskiej Akademii Nauk. Spożył pięć gramów arszeniku wraz z węglem drzewnym i nie umarł, ba nawet nie miał żadnych objawów zatrucia trucizną. Test dowodził, że węgiel w jakiś sposób zablokował działanie arszeniku. W rzeczywistości wcale nie deaktywował trucizny, a jedynie zatrzymał ją w swoich mikroskopijnych porach i nie pozwolił na wchłonięcie przez organizm.

Testy

Zapewne nie raz czytaliście już o procesach sądowych o otrucie arszenikiem, jak już pisałam była to prawdziwa plaga dziewiętnastego wieku. Należało w jakiś sposób udowodnić na sali sądowej winę oskarżonych. Prosty test wynalazł James Marsh, chemik z Royal Arsenal i asystent Michaela Faradaya w Królewskiej Akademii Wojskowej. W 1832 roku sąd wezwał go na świadka w procesie o morderstwo, John Bodle został oskarżony o otrucie dziadka kawą z arszenikiem. Nie znaleziono śladów trucizny ani w wydzielinach ofiary, ani w resztach starej kawy. Marsh miał za zadanie przeanalizować próbkę fusów oraz kawę, którą otrzymała jedna z niedoszłych ofiar. Przeprowadził standardowy test, ale ława przysięgłych nie dopuściła tego dowodu, a oskarżony został uniewinniony. Marsh postanowił opracować lepszy test, aby nigdy więcej nie dopuścić do uniewinnienia mordercy. Co ciekawe jego metoda opierała się na odkryciu Carla Wilhelma Scheele, postaci bardzo ważnej w całej historii morderczej zieleni, ale o tym później, wróćmy do Marsha. Chemik połączył próbkę jedzenia z arszenikiem z kwasem siarkowym i cynkiem i w ten sposób uzyskał lotny związek arsenu i wodoru. Zapalony gaz rozłożył się na czysty metaliczny arsen, który pod zetknięciu z zimną powierzchnią wyglądał jak srebrno-czarny osad (tzw. lustro arsenowe), a przy tym śmierdziało niemiłosiernie czosnkiem. Wszystko opisał w Edinburgh Philosophical Journal w 1836 roku.  Test był tak czuły, że potrafił wykryć jedną pięćdziesiątą miligrama arsenu, a rok później szwedzki chemik Berzelius zmodyfikował go nieznacznie, by można było zważyć, ile arszeniku spożyła ofiara. W 1842 roku niemiecki chemik Hugo Reinsch opracował inny test, gotował próbkę z trucizną z kwasem solnym, a następnie włożył miedzianą folię. W przypadku, gdyby roztwór zawierał arszenik, osadził się by on w postaci stalowoszarej warstwy.

Kolejnym ważnym orężem w wykrywaniu arszeniku w organizmie została analiza moczu, którą zaczęto stosować pod koniec wieku. Wydalanie spożytego arszeniku z organizmu trwa 1-2 tygodnie, a za pomocą wyżej wspomnianych testów możliwe stało się jego wykrycie w moczu. W latach osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku na Harvardzie przeprowadzono badania moczu i okazało się, że 30% pacjentów wydaliło arszenik, niektórzy z nich przyjmowali go jako lekarstwo, ale wielu z nich było zaskoczonych wynikiem. Wyniki znacząco poprawiły się, gdy usunęli z mieszkania podejrzane sprzęty i materiały.

Arszenik w życiu codziennym.

Temat przypadkowego zatrucia arszenikiem po spożyciu mąki czy cukru, który tak naprawdę był trutką na szczury jest znany niemal wszystkim. W latach 1837-39 przypadkowych, zgłoszonych zatruć arszenikiem było 506 tylko w samej w Anglii i Walii! Aby uchronić się przed pomyłkowym spożyciem trucizny, arszenik mieszano z innymi substancjami aby nadać mu kolor. Niestety nadal mógł być mylony z żywością np. trutka na szczury Hammond’s Rat-Cake Poison była podobna do popularnych ciastek.

Arszenik wyglądał jak popularne lekarstwo na ból głowy, wzdęcia, nudności i biegunkę – magnezja (tlenek magnezu). Często również mylono arszenik z siarką, którą leczono ból gardło i niektóre choroby skórne. W 1848 znany był wypadek kobiety, która zakupiła magnezję dla swojego 7-miesięcznego dziecka. W domu okazało się, że proszek nie wygląda jak magnezja, którą do tej pory kupowana. Wróciła do sklepu, aby upewnić się, że proszek to nie trucizna. Aptekarz zapewnił ją, że to magnezja. Dziecko zmarło kilka godzin później.

W 1878 roku nastąpił tzw. „incydent fiołkowego pudru”. Rzeczony puder był popularna zasypką dla niemowląt. Najczęściej na bazie mąki kukurydzianej albo ziemniaczanej, do której dodawano fiołkowego zapachu. Pod koniec maja na północnych obrzeżach Londynu rodzice po kąpieli zastosowali fiołkowy puder na całe ciało nowiridja, szczególnie na genitalia. Kiedy następnego dnia dziecko rozebrano, okazało się, że skóra była jasno różowa. Pielęgniarka uznając to za zapalenie, potraktowała skórę większą ilością pudru. Wkrótce pojawiły się bąble, skóra zaczęła się łuszczyć i na koniec po kilku dniach noworodek zmarł. Zwłoki poddano analizie i odkryto ponad 6 granów arszeniku.

Oprócz wypadków jak wspomniane wyżej, ludzie nieświadomie spożywali arszenik w małych ilościach, lecz regularnie: z warzywami, owocami, słodyczami, wypijali z winem, wdychali z tytoniem, wchłaniali przez skórę. Ba, substancja ta znajdowała się w szerokim asortymencie przedmiotów codziennego użytku: od cukierków i świec po naczynia kuchenne, bilety na koncerty, ozdoby do kapeluszy, choinkowe, wypchane zwierzaki dla dzieci, a pieniądze którymi za to wszystko można były zapłacić, również często były skażone. Arszenik był uwalniany z węgla w domowych paleniskach i przemyśle – „kominy fabryczne nieustannie wymiotowały tony arszeniku” pisał The Times.

Świece.

Świece, cóż w nich morderczego? Zazwyczaj były wykonywane z wosku, spermacetu lub łoju wołowego tudzież baraniego. Jednak na początku dziewiętnastego wieku, Michel Chevreul wyodrębnił z łoju składnik zwany stearyną, która miała wyższy punkt topnienia niż nieopracowany łój, zatem była idealnym materiałem do produkcji świec. W latach trzydziestych paryscy producenci zaczęli wytwarzać świece stearynowe, które szybko przyjęły się w domach. Wyglądały estetycznie jak drogie świece woskowe, ale były tanie jak zwykle świece łojowe. Jednak użytkownicy nie wiedzieli o pewnej sprawie: aby zapobiec kruchości i nadać świecom połysk, jak u tych z wosku, do stopionej stearyny dodawano arsenu. Paryski rynek nie cieszył się trującymi świecami zbyt długo, w 1834 roku władze skonfiskowały wszystkie świece z rynku i zakazały ich produkcji, aby „wszelki ślad arszenikowych świec został zatarty w stolicy Francji”.

Świece z dodatkiem arsenu nie zabijały od razu. Problemy ze zdrowiem pojawiały się po kilku tygodniach, a pierwsze objawy były podobne do rozstroju żołądka. Jednak dłuższa ekspozycja na zatrute świece groziła poważnymi powikłaniami i niekiedy zgonem.

W międzyczasie sekret produkcji stearynowych świec został odsprzedany londyńskiemu wytwórcy, który z kolei podzielił się nowiną z innymi. Przez dwa lata brytyjscy konsumenci pozostawali w błogiej nieświadomości, aż do pewnego czerwcowego dnia 1837 roku. Londyński chemik, pan Everitt zdmuchnął dopiero co nabyta świecę i natychmiast poczuł zapach czosnku. Przeraził się, gdyż takiż zapach oznaczał jedno – arszenik. Następnego dnia w laboratorium potwierdził obecność trucizny, kwasu arsenawego w oparach z knota. Zapach czosnku wynika z podgrzewania arsenu, a nie kwasy arsenawego, wiec Everitt był nieco zdziwiony. Jednak uznał, że po zgaszeniu płomienia, knot musiał miał odpowiednią temperaturę, aby zredukować część kwasu arsenawego do arsenu. Swoim odkryciem podzielił się podczas publicznego wykładu, a inni naukowcy zaczęli potwierdzać jego znalezisko.

trupie świece
Czasopismo medyczne The Lancet nazwało te świece „trupimi”

Konsumenci na łamach prasy zaczęli informować o tym, jak chorowali przez dym ze świec, a sprawa oskarżeń pod ich adresem spowodowała, że stowarzyszenie londyńskich lekarzy Westminster Medical Society, jesienią zwołało komitet, który miał ocenić niebezpieczeństwo.

Członkowie zanalizowali liczne świece zakupione u dostawców w całym Londynie: arszenik występował w każdej z nich w stężeniu 10-18 granów na funt, przy czym najtańsze zawierały najwyższa ilość trucizny. Ale aby ustalić czy uwolniony przez spalanie arszenik stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia, konieczne były testy na zwierzętach. Członkowie komitetu zaopatrzyli się w kilka ptaków i umieścili je w pudłach z małymi otworami oraz szklanym wiekiem. W połowie pudełek zapalono świece stearynowe, w drugiej spermacetowe i pozostawiono je na 10 godzin spalania. Pod koniec każdego dnia świece gaszono, a klatki przenoszono do sąsiedniego pokoju bez dymu. Rankiem proces powtarzano.

Po zaledwie 4 godzinach w jednym z pudełek ptak poczuł się gorzej, w nocy jego stan się poprawił, ale następnego dnia zdechł po dwugodzinnej ekspozycji na dym ze świecy. Następnego dnia zdechły dwa kolejne ptaki. Oczywiście zwierzęta umieszczone w pudełkach ze świecami spermacetowymi miały się doskonale. Taki sam eksperyment przeprowadzono następnie na świnkach morskich i królikach, wszystkie cierpiały ale żadne zwierzę nie zdechło. W końcu członek komitetu, który spędził większość czasu na doglądaniu pudełek doznał bolesnego podrażnienia oczu, które nie ustępowało aż do zakończenia testów.

Drury Lane Theatre
Drury Lane Theatre

W pisemnym raporcie postawiono pytanie: załóżmy, że Theatre Royal na Drury Lane, w którym żyrandole mieściły 152 świece, miały zostać oświetlone stearynowymi świecami ze względu na ich taniość… w tym przypadku 608 granów kwasu arsenawego odparuje i będzie unosić się w powietrzu podczas przedstawienia. Czy ktoś jest gotów twierdzić, że żadna z osób goszczących w teatrze nie zaznałaby najmniejszej krzywdy?

Jednak organizm ludzki mógłby wyjść z takiej eskpozycji na arszenik bez większego szwanku. Każdy z widowni otrzymał mniej niż jeden gran w ciągu trzech godzin. Niestety nie wiadomym było, jak długo ludzie musieliby być narażenie na tę ilość trucizny aby poczuć pogorszenie standu zdrowia.

Komitet polecił pozbycie się z domów trujących świec i przedstawił listę, która pomogła je zidentyfikować: zapach czosnku w czasie gaszenia, pocieranie krawędzią noża z kości słoniowej – jeśli świeca zrobiona jest z wosku, połysk się zwiększy, jeśli jest ze stearyny stanie się matowa.

Wraz z większym nagłośnieniem sprawy trujących świec i presji ze strony konsumentów, pod koniec roku zaczęły pojawiać się reklamy produktów bez arszeniku. Firma Pearl Wax Lights nie tylko deklarowała, że ich produkty nie zawierają arszeniku, ale obiecywała nagrodę każdemu chemikowi, który wykryje w ich produktach nawet atom arsenu. Odkryto, że zwykła kreda działa na stearynę jak arsen – świece nie kruszyły się i miały połysk.

Na początku 1858 inny chemik poczuł woń czosnku ze swojej świecy. Co dziwne, była wykonana z wosku, a nie stearyny. Ważny natomiast był fakt, iż świeca była w niezwykle modnym kolorze, pięknej soczystej zieleni.

Ale piękna zieleń, to temat na zupełnie oddzielny post.

  1. Medical and Chemical Expertise in English Trials for Criminal Poisoning, 1750–1914 Katherine D. Watson, „Medical History”; Volume 50 (3); 2006
  2. On arsenical poisoning, „The Lancet”, 7 czerwca 1862.
  3. A General System of Toxicology, or a Treatise on Poisons, Drawn from the Mineral, Vegetable, and Animal Kingdoms, Considered as to Their Relations with Physiology, Pathology, and Medical Jurisprudence, Mathieu Joseph Bonaventure Orfila, 1817.
  4. Remarks on arsenic, considered as a poison and a medicine; to which are added, five cases of recovery from the poisonous effects of arsenic…, John Marshall, „Edinburgh Medical and Surgical Journal”, październik 1817.
  5. Case of poisoning by arsenic, and recovery, Henry Dermott; The Lancet vol. 58(1476), 13 grudnia 1851.
  6. Effects of a Large Dose of Arsenic Taken by a Lunatic, A.B. Shipman, Provincial Medical and Surgical Journal, 30 grudnia 1843.
  7. „Dwutygodnik Higieny Publicznej Krajowej” nr 22, 26 października 1872
  8. 1 gran to około 64,8 mg – waga średniej wielkości ziarnka pszenicy.
  9. Pierwsza pomoc przy ostrych zatruciach : tablica zawierająca odtrutki wskazane przed przybyciem lekarza wraz z pouczeniem o ratowaniu ludzi otrutych, Józef Szpilman, 1894
  10. Henryk Klawe, 1887
  11. An essay on the medical properties and deleterious qualities of arsenic, Nathaniel Potter, 1796.

Skomentuj