Arszenik w życiu codziennym cz.1 – zasypki, lekarstwa, świece

W połowie dziewiętnastego wieku londyńscy lekarze określali morderstwa za pomocą arszeniku jako narodową hańbę, największą plamę na cywilizacji epoki wiktoriańskiej. Jedna trzecia spraw kryminalnych dotyczyła właśnie zbrodni za jego pomocą. Ale nie o tym będzie ten wpis, choć zacznę od kilku zdań czymże jest arszenik i jak działa na ludzkie ciało.

W dziewiętnastym wieku nie trzeba było mieć chemicznego lub farmaceutycznego przeszkolenia, aby sprzedawać leki i trucizny. Wszystkie remedia i trucizny było łatwo dostępne w sklepach spożywczych, u sprzedawców świec, farb, oleju, dosłownie każdy mógł je sprzedawać. A do tego sprzedaż arszeniku jako trutki na szczury była najbardziej dochodowa.

Czym właściwie jest cały ten arszenik?

Arsen występuje w skorupie ziemskiej, w źródłach i wodzie morskiej, emisjach wulkanicznych, a także w meteorytach. To niegroźna błyszcząca stalowo-szara substancja, szczególnie powszechna w rudach, gdzie tworzy arsenopiryt FeAsS, realgar AsS lub aurypigment As2S3.

Od lewej: arsen, arsenopiryt, realgar oraz aurypigment

To, co znamy pod pojęciem toksycznego arszeniku, to tritlenek diarsenu As2O3, który powstaje w czasie wytopu rud miedzi, ołowiu, cynku, cyny i złota. Jest on toksyczny dla wszystkich zwierząt posiadających centralny system nerwowy i dla większości roślin. Do organizmu można go wprowadzić nie tylko przez przewód pokarmowy, ale również drogi oddechowe, skórę lub błony śluzowe. Arszenik jest substancją drażniącą, tworząca rany na skórze, strupy i martwicę uszkodzonej tkanki.

Symptomy zatrucia arszenikiem poprzez spożycie nie pojawiają się od razu po połknięciu, ale po jakiś 15-30 minutach, gdy trucizna znajdzie się już w układzie krwionośnym. Wtedy następuje uczucie ucisku w przełyku, „bolesne pieczenie i kłucie” w języku i trudności w połykaniu – dzieje się to z powodu zapalenia naczyń włosowatych. Często towarzyszą temu bóle mięśni i kości (ludzie porównywali je z obgryzaniem przez szczury).

Następnie pojawiają się wymioty „ciemne i kleiste, zmieszane z zakrzepłą krwią” lub „zwymiotowana materia była… osobliwa, zwłaszcza w kolorze, który miał odcień czerwono-żółty” (kolor był spowodowany przez mieszanie się żółci z zawartością żołądka). Jeśli chodzi o stolec to był „czarnawy i strasznie śmierdział”, a pewien londyński lekarz scharakteryzował zapach stolca po zatruciu arszenikiem jako „trupi”.
Na koniec następuje zwyrodnienie mięśnia sercowego i niewydolność krążenia. W 1880 roku obliczono, że średni czas od spożycia trucizny do śmierci to 11 godzin i 5minut. Ale większość ekspertów podaje 24 godziny, choć zdarzało się, że ofiara żyła 2-3 dni. Dawka śmiertelna arszeniku to około półtora grana, czyli 100mg.

Zmiany w żołądku występują niezależnie od tego, czy arszenik został wprowadzony do organizmu przez usta, odbyt czy waginę, a nawet przez płuca w postaci oparów. Na koniec należy dodać, że arszenik jest także substancją kaustyczną – wywiera działanie żrące na skórę wywołując rany, strupy i złuszczanie się uszkodzonej tkanki, czasami wchłaniany przez uszkodzoną skórę może zabić.

Sugerowane antidotum to: mleko, ocet, olej rycynowy, upuszczanie krwi, przykładanie pijawek do podbrzusza. Ogólnie uznawano że jedyną rzeczą która ma szansę zadziałać jako antidotum, to wywołanie wymiotów poprzez spożycie dużej ilości ciepłej wody lub oleju, albo stara dobra metoda palca w gardle pacjenta.

Arszenik w życiu codziennym.

Temat przypadkowego zatrucia arszenikiem po spożyciu mąki czy cukru, który tak naprawdę był trutką na szczury jest znany niemal wszystkim. W latach 1837-39 przypadkowych, zgłoszonych zatruć arszenikiem było 506 tylko w samej w Anglii i Walii! Aby uchronić się przed pomyłkowym spożyciem trucizny, arszenik mieszano z innymi substancjami aby nadać mu kolor. Niestety nadal mógł być mylony z żywością np. trutka na szczury Hammond’s Rat-Cake Poison była podobna do popularnych ciastek.

Arszenik wyglądał jak popularne lekarstwo na ból głowy, wzdęcia, nudności i biegunkę – magnezja (tlenek magnezu). Często również mylono arszenik z siarką, którą leczono ból gardło i niektóre choroby skórne. W 1848 znany był wypadek kobiety, która zakupiła magnezję dla swojego 7-miesięcznego dziecka. W domu okazało się, że proszek nie wygląda jak magnezja, którą do tej pory kupowana. Wróciła do sklepu, aby upewnić się, że proszek to nie trucizna. Aptekarz zapewnił ją, że to magnezja. Dziecko zmarło kilka godzin później.

W 1878 roku nastąpił tzw. „incydent fiołkowego pudru”. Rzeczony puder był popularna zasypką dla niemowląt. Najczęściej na bazie mąki kukurydzianej albo ziemniaczanej, do której dodawano fiołkowego zapachu. Pod koniec maja na północnych obrzeżach Londynu rodzice po kąpieli zastosowali fiołkowy puder na całe ciało nowiridja, szczególnie na genitalia. Kiedy następnego dnia dziecko rozebrano, okazało się, że skóra była jasno różowa. Pielęgniarka uznając to za zapalenie, potraktowała skórę większą ilością pudru. Wkrótce pojawiły się bąble, skóra zaczęła się łuszczyć i na koniec po kilku dniach noworodek zmarł. Zwłoki poddano analizie i odkryto ponad 6 granów arszeniku.

Oprócz wypadków jak wspomniane wyżej, ludzie nieświadomie spożywali arszenik w małych ilościach, lecz regularnie: z warzywami, owocami, słodyczami, wypijali z winem, wdychali z tytoniem, wchłaniali przez skórę. Ba, substancja ta znajdowała się w szerokim asortymencie przedmiotów codziennego użytku: od cukierków i świec po naczynia kuchenne, bilety na koncerty, ozdoby do kapeluszy, choinkowe, pluszaki dla dzieci, a pieniądze którymi za to wszystko można były zapłacić, również często były skażone. Arszenik był uwalniany z węgla w domowych paleniskach i przemyśle – „kominy fabryczne nieustannie wymiotowały tony arszeniku” pisał The Times.

Świece.

Świece, cóż w nich morderczego? Zazwyczaj były wykonywane z wosku, spermacetu lub łoju wołowego tudzież baraniego. Jednak na początku dziewiętnastego wieku, Michel Chevreul wyodrębnił z łoju składnik zwany stearyną, która miała wyższy punkt topnienia niż nieopracowany łój, zatem była idealnym materiałem do produkcji świec. W latach trzydziestych paryscy producenci zaczęli wytwarzać świece stearynowe, które szybko przyjęły się w domach. Wyglądały estetycznie jak drogie świece woskowe, ale były tanie jak zwykle świece łojowe. Jednak użytkownicy nie wiedzieli o pewnej sprawie: aby zapobiec kruchości i nadać świecom połysk, jak u tych z wosku, do stopionej stearyny dodawano arsenu. Paryski rynek nie cieszył się trującymi świecami zbyt długo, w 1834 roku władze skonfiskowały wszystkie świece z rynku i zakazały ich produkcji, aby „wszelki ślad arszenikowych świec został zatarty w stolicy Francji”.

Świece z dodatkiem arsenu nie zabijały od razu. Problemy ze zdrowiem pojawiały się po kilku tygodniach, a pierwsze objawy były podobne do rozstroju żołądka. Jednak dłuższa ekspozycja na zatrute świece groziła poważnymi powikłaniami i niekiedy zgonem.

W międzyczasie sekret produkcji stearynowych świec został odsprzedany londyńskiemu wytwórcy, który z kolei podzielił się nowiną z innymi. Przez dwa lata brytyjscy konsumenci pozostawali w błogiej nieświadomości, aż do pewnego czerwcowego dnia 1837 roku. Londyński chemik, pan Everitt zdmuchnął dopiero co nabyta świecę i natychmiast poczuł zapach czosnku. Przeraził się, gdyż takiż zapach oznaczał jedno – arszenik. Następnego dnia w laboratorium potwierdził obecność trucizny, kwasu arsenawego w oparach z knota. Zapach czosnku wynika z podgrzewania arsenu, a nie kwasy arsenawego, wiec Everitt był nieco zdziwiony. Jednak uznał, że po zgaszeniu płomienia, knot musiał miał odpowiednią temperaturę, aby zredukować część kwasu arsenawego do arsenu. Swoim odkryciem podzielił się podczas publicznego wykładu, a inni naukowcy zaczęli potwierdzać jego znalezisko.

 

trupie świece
Czasopismo medyczne The Lancet nazwało te świece „trupimi”

Konsumenci na łamach prasy zaczęli informować o tym, jak chorowali przez dym ze świec, a sprawa oskarżeń pod ich adresem spowodowała, że stowarzyszenie londyńskich lekarzy Westminster Medical Society, jesienią zwołało komitet, który miał ocenić niebezpieczeństwo.

Członkowie zanalizowali liczne świece zakupione u dostawców w całym Londynie: arszenik występował w każdej z nich w stężeniu 10-18 granów na funt, przy czym najtańsze zawierały najwyższa ilość trucizny. Ale aby ustalić czy uwolniony przez spalanie arszenik stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia, konieczne były testy na zwierzętach. Członkowie komitetu zaopatrzyli się w kilka ptaków i umieścili je w pudłach z małymi otworami oraz szklanym wiekiem. W połowie pudełek zapalono świece stearynowe, w drugiej spermacetowe i pozostawiono je na 10 godzin spalania. Pod koniec każdego dnia świece gaszono, a klatki przenoszono do sąsiedniego pokoju bez dymu. Rankiem proces powtarzano.

Po zaledwie 4 godzinach w jednym z pudełek ptak poczuł się gorzej, w nocy jego stan się poprawił, ale następnego dnia zdechł po dwugodzinnej ekspozycji na dym ze świecy. Następnego dnia zdechły dwa kolejne ptaki. Oczywiście zwierzęta umieszczone w pudełkach ze świecami spermacetowymi miały się doskonale. Taki sam eksperyment przeprowadzono następnie na świnkach morskich i królikach, wszystkie cierpiały ale żadne zwierzę nie zdechło. W końcu członek komitetu, który spędził większość czasu na doglądaniu pudełek doznał bolesnego podrażnienia oczu, które nie ustępowało aż do zakończenia testów.

Drury Lane Theatre
Drury Lane Theatre

W pisemnym raporcie postawiono pytanie: załóżmy, że Theatre Royal na Drury Lane, w którym żyrandole mieściły 152 świece, miały zostać oświetlone stearynowymi świecami ze względu na ich taniość… w tym przypadku 608 granów kwasu arsenawego odparuje i będzie unosić się w powietrzu podczas przedstawienia. Czy ktoś jest gotów twierdzić, że żadna z osób goszczących w teatrze nie zaznałaby najmniejszej krzywdy?

Jednak organizm ludzki mógłby wyjść z takiej eskpozycji na arszenik bez większego szwanku. Każdy z widowni otrzymał mniej niż jeden gran w ciągu trzech godzin. Niestety nie wiadomym było, jak długo ludzie musieliby być narażenie na tę ilość trucizny aby poczuć pogorszenie standu zdrowia.

Komitet polecił pozbycie się z domów trujących świec i przedstawił listę, która pomogła je zidentyfikować: zapach czosnku w czasie gaszenia, pocieranie krawędzią noża z kości słoniowej – jeśli świeca zrobiona jest z wosku, połysk się zwiększy, jeśli jest ze stearyny stanie się matowa.

Wraz z większym nagłośnieniem sprawy trujących świec i presji ze strony konsumentów, pod koniec roku zaczęły pojawiać się reklamy produktów bez arszeniku. Firma Pearl Wax Lights nie tylko deklarowała, że ich produkty nie zawierają arszeniku, ale obiecywała nagrodę każdemu chemikowi, który wykryje w ich produktach nawet atom arsenu. Odkryto, że zwykła kreda działa na stearynę jak arsen – świece nie kruszyły się i miały połysk.

Na początku 1858 inny chemik poczuł woń czosnku ze swojej świecy. Co dziwne, była wykonana z wosku, a nie stearyny. Ważny natomiast był fakt, iż świeca była w niezwykle modnym kolorze, pięknej soczystej zieleni.

Ale piękna zieleń, to temat na zupełnie oddzielny post, który będzie można przeczytać już wkrótce!

 

Bibliografia:
Bee Wilson “Swindled: The Dark History of Food Fraud, from Poisoned Candy to Counterfeit Coffee”
James C. Whorton „The Arsenic Century: How Victorian Britain was Poisoned at Home, Work, and Play”

Konsultacja chemiczna: Marcin Dolecki

(Visited 74 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz