Najdziwniejsze zawody: Cats’ meat man

Tytuł może brzmieć szokująco, ale rzeczony „cats’ meat man” sprzedawał mięso DLA kotów, a nie z kotów.

W 1860 w Londynie było około 300 tysięcy kotów, które trzeba było jakoś wykarmić. Nie brakowało także koni, które często ulegały wypadkom i nie nadawały się już jako siła pociągowa. Człowiek nie jadł koniny, więc problem głodnych kotów rozwiązywało końskie mięso. Tygodniowo ubijano 900-1000 koni w dwudziestu rzeźniach znajdujących się w Whitechapel, Wandsworth, Holborn Hill i Bermondsey. Duże ubojnie zaopatrywały się w konie od handlarzy węglem, przedsiębiorstw omnibusowych i browarów. Rzeźnicy zarabiali bardzo dużo i często odchodzili na emeryturę po kilku latach, kupując farmy i mając kilka tysięcy funtów oszczędności.

Ze względu na straszny smród, wedle prawa mięso mogło być gotowane tylko nocą. Koń ważył około 2 centarów (130kg), więc tygodniowo sprzedawano 200 tysięcy funtów mięsa (90 tysięcy kg). W teorii mięso końskie nie było sprzedawane ludziom. Jednak nieuczciwi sprzedawcy potrafili czasem sprzedawać je, jako wołowinę. Aby zapobiec takim nieuczciwym praktykom, farbowano koninę na niebiesko i zielono. Pozostałości jak ogony, kopyta czy podkowy, były odsprzedawane tapicerom, wytwórcom kleju i kowalom.

Codziennie rano, około 5 na ulicach pojawiali się sprzedawcy mięsa dla kotów i kupowali towar w cenie 14 szylingów za centar w zimie, 16 szylingów latem. Sprzedawcy chętnie kupowali też końskie flaki w cenie 6 pensów za 12 funtów (około 5,5 kg).

Według raportów Henrego Mayhew, badacza społecznego i dziennikarza, sprzedawców mogło być nawet tysiąc. Typowy sprzedawca mięsa dla kotów ubrany był w błyszczący kapelusz, kamizelkę i sztruksowe spodnie, a na to nałożony miał niebieski fartuch. Jego znakiem rozpoznawczym była też niebiesko-biała chusteczka pod szyją. Mięso woził na taczce podobnej do ogrodowej, ale ze specjalną deseczką na przodzie, która służyła do krojenia mięsa. Dziennie potrafił przejść 30-40 mil ulicami głośno informując o swojej obecności. Najlepszymi miejscami do sprzedania dużej ilości mięsa były domy handlarzy, mechaników i robotników. Znany była również dama posiadająca w domu 30 kotów. Dziennie kupowała 14 funtów mięsa.

Funt końskiego mięsa kosztował 2,5 pensa. Można było nabyć również mięso w kawałkach w formie szaszłyków za farthing, półpensa i pensa, w zależności od wielkości.

Mięso najbardziej schodziło w soboty, gdyż ludzie wtedy kupowali podwójną porcję. Ale poniedziałki i wtorki także nie należały do złych dni. Niektórzy sprzedawcy potrafili sprzedać centar mięsa dziennie.

Sprzedaż koniny była dość dochodowym interesem, średni zarobek to 7 szylingów i 6 pensów dziennie, choć rekordziści zarabiali od 16 szylingów do funta.

bda9fe3fa9e578a29b03b8217cb13dcdSprzedawca na początku XX wieku

Inne interesujące zawody:
Poszukiwacze czyściwa (czyli psiej kupy)

Bibliografia:
The Morning Chronicle : Labour and the Poor, 1849-50; Henry Mayhew – Letter XIII

(Visited 91 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz